Slow travel bywa mylone z robieniem podczas urlopu jak najmniej. Tymczasem nie chodzi o spędzenie kilku dni w hotelowym pokoju ani rezygnację ze zwiedzania. Różnica tkwi przede wszystkim w podejściu do miejsca. Zamiast pięciu miejscowości można wybrać jedną i poznać jej najbliższą okolicę pieszo lub rowerem. Zamiast przejeżdżać kilkaset kilometrów między atrakcjami – sprawdzić, co znajduje się kilka kilometrów od miejsca noclegu.
W takim modelu zmienia się również znaczenie czasu. Spacer bez konkretnego celu nie jest pustą godziną pomiędzy atrakcjami, lecz częścią podróży. Podobnie jak dłuższa kawa, zatrzymanie się na plaży czy spontaniczna zmiana trasy. Nie chodzi zatem o to, żeby robić mniej dla samego „nierobienia”. Chodzi o możliwość zatrzymania się tam, gdzie rzeczywiście jest ciekawie, zamiast ruszać dalej tylko dlatego, że tak przewiduje harmonogram.
To podejście sprzyja również lepszemu poznawaniu okolicy. Kiedy zostaje się w jednym miejscu na kilka dni, łatwiej wyjść poza jego najbardziej oczywistą wizytówkę. Nad Bałtykiem może oznaczać to odkrywanie tras rowerowych, mniejszych miejscowości, lokalnej gastronomii czy wybrzeża w porach dnia, kiedy większość jednodniowych turystów już z niego znika.
Młodsze pokolenia nie rezygnują z miejsc, które wszyscy znają. Coraz częściej próbują natomiast korzystać z nich inaczej. Alternatywą dla zatłoczonego kurortu może być miejscowość położona kilka kilometrów dalej, a dla sierpniowego urlopu – wyjazd we wrześniu lub wiosną. Dochodzi do tego zainteresowanie bardziej świadomym podróżowaniem i tym, jaki wpływ turystyka ma na odwiedzane miejsca.
Ciekawa jest również relacja z technologią. Millenialsi i Gen Z mają praktycznie nieograniczony dostęp do rankingów, map, filmów i rekomendacji. Można więc zaplanować weekend z dokładnością do kilkunastu minut. Jednocześnie właśnie nadmiar informacji sprawia, że atrakcyjne stają się podróże, podczas których nie trzeba bez przerwy sprawdzać, co jeszcze „warto” zrobić.
Bałtyk dobrze wpisuje się w ten model. Jest znany, łatwo dostępny i nie wymaga egzotycznej podróży, a mimo to można odkrywać go wielokrotnie. Inaczej wygląda latem, inaczej jesienią, a jeszcze inaczej podczas pierwszych cieplejszych dni wiosny. Nie trzeba więc szukać nowego kraju, żeby znaleźć nowe doświadczenie.
Największą zmianę widać właśnie poza lipcem i sierpniem. Plaża przestaje pełnić wyłącznie funkcję miejsca do opalania i staje się przestrzenią do długich spacerów. Trasy rowerowe można poznawać bez wakacyjnego ruchu, a sąsiednie miejscowości pokazują spokojniejszą stronę.
Jesień czy wiosna zmieniają również oczekiwania wobec pogody. Jeśli głównym celem wyjazdu nie jest całodzienne plażowanie, chłodniejszy dzień nie oznacza automatycznie nieudanego urlopu. Można ruszyć na rower, przejść kilka kilometrów brzegiem morza, odwiedzić Kołobrzeg albo potraktować gorszą pogodę jako pretekst do odpoczynku pod dachem.
Właśnie tutaj mniejsze nadmorskie miejscowości zyskują przewagę. Sianożęty pozwalają być blisko Bałtyku, a jednocześnie pozostają dobrą bazą do poznawania wybrzeża. W zasięgu wycieczki znajdują się Ustronie Morskie i Kołobrzeg, a przez okolicę prowadzą trasy sprzyjające pieszym i rowerowym wyprawom. Nie trzeba więc codziennie przemieszczać się daleko, żeby każdy dzień wyglądał trochę inaczej.
Imperiall Resort & MediSpa znajduje się około 100 metrów od plaży, dlatego podczas pobytu morze nie musi być osobną atrakcją zaplanowaną na konkretną część dnia. Można wyjść nad wodę rano, wrócić tam wieczorem albo zdecydować się na dłuższy spacer wtedy, gdy pogoda najbardziej do niego zachęca.
Taki wyjazd daje również możliwość zmiany tempa bez zmiany miejsca pobytu. Po aktywnym dniu można wybrać basen, wellness lub MediSpa, a wieczorem spojrzeć na Bałtyk z tarasu Level5. Następnego dnia zamiast odpoczynku może pojawić się rowerowa wyprawa albo spacer do sąsiedniej miejscowości. Nie chodzi o wykorzystanie wszystkich możliwości, lecz o swobodę wyboru pomiędzy aktywnością a regeneracją.
W tym sensie Imperiall dobrze wpisuje się w ideę slow travel. Hotel może być bazą, do której wraca się po poznawaniu wybrzeża, ale równie dobrze miejscem spokojniejszego dnia. A ponieważ plaża i nadmorska okolica są tuż obok, nie trzeba pokonywać kolejnych kilometrów samochodem tylko po to, aby poczuć, że jest się na wakacjach nad morzem.
Slow travel nie polega na tym, żeby podczas podróży niczego nie robić. Zachęca raczej do zmiany proporcji: mniej czasu przeznaczać na przemieszczanie się między kolejnymi punktami, a więcej na samo miejsce, do którego się przyjechało. Właśnie dlatego polskie wybrzeże może być ciekawym kierunkiem również dla osób, które znają je od dzieciństwa.
Millenialsi i Gen Z nie muszą odkrywać nowych miejsc na mapie, żeby podróżować inaczej niż poprzednie pokolenia. Czasami wystarczy zmienić termin, tempo i sposób patrzenia na dobrze znany kierunek. Sianożęty poza szczytem sezonu mogą okazać się zupełnie innym doświadczeniem niż wakacyjny Bałtyk zapamiętany sprzed lat.
Podczas pobytu w Imperiall Resort & MediSpa warto więc zostawić choć jeden dzień bez szczegółowego scenariusza. Nie po to, aby koniecznie praktykować modny „slow travel”, lecz żeby sprawdzić, dokąd zaprowadzi spacer, rowerowa trasa albo zwykła ochota na pozostanie nad morzem trochę dłużej.
ul. Północna 6, Sianożęty
78-111 Ustronie Morskie